Dlaczego OSP potrzebuje systemu do dronów, a nie tylko drona

Zakup drona to najłatwiejsza część. Trudniejsze zaczyna się później: kto latał, czym, kiedy i w jakim stanie jest sprzęt. Bez odpowiedzi na te pytania jednostka ma drona, ale nie ma procesu.

Zespół FLAARE Zespół 21 września 2026

Scenariusz jest znany. Gmina albo sponsor finansuje drona. Jest przekazanie, zdjęcie przed remizą, wpis w mediach społecznościowych. Dwie osoby robią uprawnienia. Dron jedzie na pierwsze poszukiwania i sprawdza się świetnie.

Potem mija rok. I wtedy okazuje się, że jednostka kupiła sprzęt, ale nikt nie zaprojektował tego, co dzieje się wokół niego.

Dron to sprzęt. Latanie to proces

W straży nikt nie traktuje wozu bojowego jak zwykłego samochodu. Wóz ma kartę pracy, przeglądy, przypisanych kierowców z uprawnieniami i kogoś, kto za to wszystko odpowiada.

Dron jest w tej samej sytuacji, tylko rzadko ktoś to tak nazywa. To statek powietrzny z własną dokumentacją, zużywającymi się bateriami i pilotami, którym kończą się uprawnienia. Różnica jest jedna: wóz ma swoje procedury od dziesięcioleci, a dron trafił do jednostki razem z instrukcją obsługi i na tym koniec.

Cztery miejsca, w których to się sypie

Logi zostają na kartach. Każdy lot zapisuje się w aparaturze. Trasa, czas, wysokość, stan baterii. To gotowa dokumentacja akcji, której nikt nie zgrywa. Po kilku miesiącach karta się zapełnia, ktoś ją formatuje i historia lotów jednostki znika.

Książka lotów jest w zeszycie albo nie ma jej wcale. Jeśli jest, prowadzi ją jedna osoba, z pamięci, dzień po akcji. Godziny są przybliżone, miejsca opisane słownie. Gdy ta osoba wyjeżdża na urlop, wpisy się kończą.

Nikt nie wie, w jakim stanie są baterie. Ile cykli ma każda z nich. Która ostatnio szybciej traciła napięcie. Która powinna już wyjść z użycia. Ta wiedza jest w głowie jednego pilota albo nie ma jej nigdzie. Słaba bateria daje o sobie znać w najgorszym momencie: w powietrzu, nad lasem, w nocy.

Terminy uprawnień pamięta ten, komu się kończą. Albo nie pamięta. Komendant dowiaduje się o wygasłych uprawnieniach wtedy, gdy trzeba wysłać pilota na akcję.

Żadna z tych rzeczy nie jest zaniedbaniem. To naturalny skutek tego, że jednostka dostała urządzenie, a nie dostała sposobu pracy z nim.

Kiedy to wychodzi

Na co dzień brak procesu nie boli. Dron lata, zdjęcia są, zaginiony się odnajduje. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś z zewnątrz mówi „sprawdzam”.

  • Po zdarzeniu. Dron spadł, uszkodził mienie albo doszło do niebezpiecznego zbliżenia. Pierwsze pytania brzmią: kto pilotował, z jakimi uprawnieniami, w jakim stanie był sprzęt, jak przebiegał lot.
  • Przy szkodzie z ubezpieczenia. Ubezpieczyciel poprosi o dokumentację lotu i historię maszyny.
  • Przy rozliczeniu. Gmina, która sfinansowała zakup, ma prawo zapytać, ile dron faktycznie latał i do czego posłużył.
  • Przy kontroli. Przepisy unijne o dronach (rozporządzenie 2019/947) czynią operatora odpowiedzialnym za to, kto lata, czym i na jakich zasadach. W kategorii szczególnej wymagają wprost prowadzenia i przechowywania zapisów dotyczących operacji, personelu i obsługi technicznej. Szczegółom obowiązków poświęcony będzie osobny wpis.

W każdej z tych sytuacji odpowiedź „mamy to gdzieś na karcie” jest słaba. Odpowiedź „proszę, tu jest zestawienie” zamyka temat w pięć minut.

Co powinien robić system

Nie chodzi o kolejny program, który trzeba wypełniać po nocach. Chodzi o narzędzie, które zdejmuje pracę z ludzi. Dobry system dla jednostki z dronem powinien:

  • budować książkę lotów sam, z logów zapisanych przez aparaturę, bez przepisywania,
  • prowadzić ewidencję dronów i śledzić stan baterii: liczbę cykli i kondycję,
  • pilnować terminów: uprawnień pilotów, ubezpieczeń, przeglądów,
  • pokazywać, co dzieje się w powietrzu, tak by kierujący działaniami widział drona na mapie bez stania za plecami pilota,
  • działać bez instalacji, w przeglądarce, na sprzęcie, który jednostka już ma,
  • oddawać dane jednym kliknięciem, gdy potrzebny jest raport lub zestawienie dla kontroli.

Arkusz kalkulacyjny spełnia pierwszy punkt przez miesiąc. Potem wraca zeszyt.

Jak to wygląda w FLAARE

FLAARE powstał dokładnie po to. To system dla organizacji, nie aplikacja dla pojedynczego pilota. Działa w przeglądarce.

Po locie wystarczy wgrać plik logu z aparatury DJI, a wpis w książce lotów tworzy się sam: z trasą, czasami, wysokościami i numerem seryjnym drona. Z tych samych logów system liczy cykle baterii i pokazuje, która słabnie szybciej niż pozostałe. Uprawnienia pilotów mają daty ważności, a zbliżające się terminy trafiają do powiadomień. W trakcie działań drony organizacji widać na żywo na mapie operacji. Całą książkę lotów można wyeksportować do pliku.

Dron kupuje się raz. Proces wokół niego działa przy każdym locie. Warto, żeby nie zależał od pamięci jednej osoby.

Zobacz FLAARE w działaniu

Prezentacja online, około 30 minut. Bez zakładania konta i bez zobowiązań.

Umów demo