Książka lotów w OSP: obowiązek, dobra praktyka czy strata czasu?

Przepisy nie zawsze wymagają książki lotów wprost. Jednostka, która lata dronem na akcjach, i tak powinna ją mieć. Co mówi prawo, co podpowiada praktyka i jak nie tracić na to wieczorów.

Zespół FLAARE Zespół 3 października 2026

Pytanie wraca w każdej jednostce, która ma drona. Czy książkę lotów trzeba prowadzić? Prawo odpowiada: to zależy od kategorii lotu. Praktyka odpowiada krócej.

Co mówi prawo

Loty dronów w Unii Europejskiej reguluje rozporządzenie 2019/947. OSP jest stowarzyszeniem i lata jako zwykły operator cywilny. Zasady przewidziane dla Państwowej Straży Pożarnej jej nie obejmują. Jedyna różnica wobec innych operatorów to czasowe zwolnienie Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego dla sektora publicznego, które ułatwia loty w scenariuszach STS.

Operatorem jest jednostka. To ona się rejestruje, dostaje numer operatora, ma obowiązkowe ubezpieczenie OC i odpowiada za loty wykonywane w jej imieniu. Nie pojedynczy pilot.

Kategoria otwarta. Większość lotów w jednostkach odbywa się w kategorii otwartej, najczęściej w podkategorii A2. Tu przepisy nie wymagają książki lotów wprost. Wymagają czegoś innego: operator ma wyznaczyć pilota do każdego lotu, upewnić się, że pilot ma właściwe uprawnienia, i zadbać o sprawny sprzęt. Obowiązku prowadzenia zapisów nie ma. Jest obowiązek, którego bez zapisów nie da się wykazać.

Kategoria szczególna. Lot daleko od pilota albo nad gęsto zaludnionym terenem często nie mieści się już w kategorii otwartej. Wtedy jednostka lata w scenariuszu STS, na podstawie oświadczenia. Tu obowiązek jest wprost. Operator prowadzi i przechowuje przez co najmniej trzy lata zapisy dotyczące:

  • wykonanych operacji, w tym nietypowych zdarzeń technicznych i operacyjnych,
  • kwalifikacji i szkoleń pilotów oraz pozostałego personelu,
  • obsługi technicznej dronów.

Jednostka, która raz lata w A2, a raz w STS, i tak musi prowadzić zapisy dla części lotów. Prowadzenie ich dla wszystkich jest prostsze niż pilnowanie, który lot był który.

Dlaczego w służbie warto ją mieć zawsze

Formalnie w kategorii otwartej książki mieć nie trzeba. W jednostce ratowniczej są jednak powody, których prawo lotnicze nie opisuje.

Sprzęt w straży ma swojego opiekuna. Każde urządzenie w remizie ktoś konserwuje i prowadzi do niego dokumentację. Dron nie powinien być wyjątkiem. Ktoś musi wiedzieć, ile latał, kiedy był aktualizowany i kiedy miał przegląd.

Pilotów jest wielu. W jednostce bywa ich kilku, a czasem kilkunastu. Latają w różnych warunkach, o różnych porach, na różnych akcjach. Bez rejestru nikt nie wie, kto jest na bieżąco, a kto nie miał drona w rękach od roku. Uprawnienia ma każdy z nich. Wprawę tylko ci, którzy latają.

Zapis chroni pilota i operatora. Po zdarzeniu łatwo o zarzuty. Dokumentacja lotu pokazuje, jak było naprawdę, i broni tych, którzy wykonali wszystko poprawnie.

Kontrola nie pyta o kategorię. Pyta o to, kto latał, czym i na jakich zasadach. Podobnie ubezpieczyciel przy szkodzie i gmina przy rozliczeniu zakupu.

Z tych samych powodów jednostki spisują własne zasady latania w instrukcji operacyjnej, nawet gdy przepisy tego nie wymagają. Kto może lecieć na akcję, co robić w sytuacji awaryjnej, jak postępować w nocy i w trudnej pogodzie. Książka lotów jest drugą połową tego porządku: pokazuje, że zasady działają.

Co powinno być we wpisie

Dobra książka lotów odpowiada na proste pytania: kto, czym, kiedy, gdzie i w jakim trybie. W praktyce wpis zawiera:

  • datę, godzinę startu i czas lotu,
  • drona: model i numer seryjny,
  • pilota i numer operatora,
  • miejsce lotu,
  • kategorię operacji i tryb lotu, na przykład w zasięgu wzroku,
  • cel lotu i uwagi, zwłaszcza o nietypowych zdarzeniach.

Strata czasu? Tylko gdy pisze się ją ręcznie

Zarzut o stracie czasu jest uczciwy. Książka prowadzona w zeszycie to praca po akcji, z pamięci, często następnego dnia. Godziny są przybliżone, miejsca opisane słownie. Po kilku miesiącach wpisy robią się coraz krótsze, a potem się kończą.

Tymczasem dron zapisuje to wszystko sam. Każdy lot zostawia w aparaturze log: trasę, czasy, wysokości, numer seryjny. Przepisywanie tych danych do zeszytu to robienie ręcznie czegoś, co już istnieje.

Jak to wygląda w FLAARE

W FLAARE książka lotów powstaje z logów. Po locie wystarczy wgrać plik logu z aparatury, a wpis tworzy się sam: z trasą, czasami, wysokością i numerem seryjnym drona.

Do uzupełnienia zostają trzy rzeczy, których dron nie wie: kategoria operacji, typ misji i tryb lotu. To kilka kliknięć.

Lot, który nie zostawił logu, można dodać ręcznie. Trafia do książki na równi z pozostałymi.

Całą książkę można wyeksportować do pliku XLSX: z numerem operatora, pilotami i kategoriami operacji. Eksport da się zawęzić do jednego pilota albo zakresu dat, na przykład żeby sprawdzić, kto ile latał w ostatnim kwartale.

Odpowiedź na pytanie z tytułu

Obowiązek: w kategorii szczególnej tak, w otwartej nie wprost. Dobra praktyka: w służbie zawsze. Strata czasu: tylko wtedy, gdy książkę pisze człowiek, a nie system.

O tym, co jeszcze sypie się w jednostce bez procesu wokół drona, jest osobny wpis: Dlaczego OSP potrzebuje systemu do dronów, a nie tylko drona.

Zobacz FLAARE w działaniu

Prezentacja online, około 30 minut. Bez zakładania konta i bez zobowiązań.

Umów demo